Choć teraz ten kraj jest na językach, to powracam do opisywania naszej najpiękniejszej podróży poślubnej.
W trakcie dwunastodniowego zwiedzania wiele razy uczestniczyliśmy w wydarzeniach kulturalnych takich jak: przedstawienie teatralne, opera. Oglądaliśmy dzieła sztuki wykonywane na zlecenie władców Chin, jak rzeźby zwierząt w jednym z pekińskich parków (takie “sztuczne zoo”), aczkolwiek na nas największe wrażenie wywarła armia terakotowa – prawdziwe dzieło sztuki o ogromnej powierzchni! Nie da się tego opisać – to trzeba zobaczyć!
Tuż po wizycie przed stadionem olimpijskim pojechaliśmy do innej części Pekinu, aby obejrzeć między innymi Świątynię Nieba. Co można napisać krótko i zwięźle na temat architektury dawnych Chin? Charakteryzuje ją: wielkość, bogactwo w szczegóły i mnóstwo pracy ręcznej – wszelkie malowidła zdobią każdą z dawno temu zbudowanych budowli. Każdy obiekt ma swoje (ważne!) znaczenie, jednak po przejściu przez kilka budynków zdawało nam się, że widzimy ciągle to samo. Podobnie było na terenie Zakazanego Miasta. Dachy – charakterystyczne dla azjatyckiej architektury – czasem różniły się kolorem i – co nam wytłumaczyła przewodniczka: miało ogromne znaczenie – ilością figurek na brzegach tych dachów. Chodziliśmy, oglądaliśmy te budowle, robiliśmy zdjęcia, a w międzyczasie… przechodziliśmy przez różne zupełnie niepotrzebne kontrole. 😉
Nazywamy się Ewelina i Piotr i jesteśmy w ciągłej drodze. Naszą najdłuższą podróż zaczęliśmy 27.07.2019 – wtedy udzieliliśmy sobie (w obecności najbliższych z rodziny i przyjaciół) sakramentu małżeństwa. Nasze opowieści rozpoczniemy od podróży poślubnej, w którą wybraliśmy się do… Chin. Nie mamy zamiaru opisywać historii tego państwa, bo to może przeczytać każdy w Internecie lub w przewodniku. Chcielibyśmy pokazać Wam miejsca, które zwiedziliśmy, naszymi oczami. Opisać nasze wrażenia o być może skonfrontować z Waszymi opiniami. Nie przedłużając… Zapraszamy do lektury!
Tak zaczęliśmy nasze małżeństwo: na pierwszym zdjęciu wypad do Gdańska 30-31.07, na drugim – już spakowani ruszamy do Warszawy, a na trzecim – jak widać – szczęśliwie i pełni dobrego humoru do niej dotarliśmy. 😉
Naszą podróż zaczęliśmy od wylotu z Warszawy do Pekinu. Linie lotnicze “Air China” ugościły nas już na pół azjatycką kuchnią. W samolocie można było obejrzeć kilka filmów – tylko jeden był po angielsku, reszta po chińsku. Można było się zdrzemnąć – każdemu przysługiwała poduszka i kocyk. Bardzo często obsługa chodziła i pytała: “Do you want water?” Mimo trwającego ponad osiem godzin lotu, czas minął szybko. Wysiedliśmy z samolotu i małym autobusem podjechaliśmy na lotnisko. A tam… nie wszystko już było tak piękne. Gdzieniegdzie angielskie napisy informowały, że obcokrajowcy mają iść inną drogą. Potem na migi dowiedzieliśmy się, że musimy zeskanować paszport i wypisać “Arrival card”. Po odstaniu kilku minut w kolejce w końcu dostaliśmy się na drugą stronę bramki. A tam… Nagle peron i informacja, że za trzy minuty będzie pociąg. To tak duże lotnisko, że trzeba tu jechać pociągiem? Szybko i sprawnie przedostaliśmy się do części, w której był odbiór bagażów. Odebrawszy swoje rzeczy ruszyliśmy w poszukiwaniu naszej przewodniczki. Szerokie korytarze, mnóstwo ludzi idących w różne strony – to nam nie pomagało i raz zdarzyło nam się zabłądzić, co skończyło się przeszukiwaniem nas obojga. Jednak już po paru minutach naszym oczom ukazała się grupa Polaków z przewodniczką polską – panią Zofią oraz chińską przewodniczką – Helen. “Chyba już się nie zgubimy” – przeszło mi przez myśl i z optymizmem ruszyliśmy za resztą grupy. Jak tylko wyszliśmy z budynku lotniska, buchnęło na nas ciepło (było wcześnie rano, na niebie nie było widać słońca, ale wszystko wskazywało na to, że będzie… gorąco ;)). Po odliczeniu członków naszej grupy wsiedliśmy do autobusu i udaliśmy się w drogę na zwiedzanie.
Waszym oczom ukazał się pyszny, samolotowy obiadek. 😉 Dania można było sobie wybrać, więc zawsze braliśmy dwie opcje, aby posmakować wszystkiego. Powyżej nasz samolot i my. 🙂
Na sportowo Na sam początek podjechaliśmy pod stadion olimpijski. Ogrom wszystkiego nas zaskoczył. To, co zapamiętałam, to słowa przewodniczki o tym, że po zakończeniu olimpiady jeszcze wielokrotnie były powtarzane spektakle z okazji otwarcia igrzysk – tłumy Chińczyków przybywały, by je zobaczyć. Naszym oczom ukazał się ogromny basen. Azjaci mają czym się pochwalić i kto zdolniejszy, ma gdzie trenować. Mimo że potem widzieliśmy już tylko stadiony z lotu ptaka, możemy stwierdzić, że w Chinach są warunki do uprawiania różnych sportów. Tu może wspomnimy już o dodatkowej atrakcji w Szanghaju, na której byliśmy, a więc na występach akrobatów chińskich i motocyklistów. Cóż… Może nie będziemy opisywać a pokażemy, co nasi chińscy przyjaciele potrafią. Tylko brać przykład!
Stadion olimpijski o poranku i basen wieczorem. Jak Wam się podoba filmik? 🙂